paulina i marcin | w czereśniowym sadzie

 

Gdy spotykamy się na sesjach narzeczeńskich moje pary zwykle mówią mi, że nie lubią być przed aparatem, nie potrafią „pozować” i że pewnie nic z tego nie wyjdzie. Paulina i Marcin dodali do tego, że zupełnie nie są „romantyczni” i nie zrobimy żadnych przytulanych zdjęć. Zabrali mnie na spacer ze swoją uroczą Maszką, do sadu pełnego pysznych czereśni, do lasu z cudownie oświetloną polaną, i jakoś tak po prostu, między luźnymi rozmowami, wygłupami i śmiechem, okazało się, że jest między nimi tyle cudownych emocji, że nie trzeba typowych romantycznych zdjęć, żeby było pięknie.